Strona:PL Melchior Pudłowski i jego pisma.djvu/090

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ojcze, ten grób, w którym leżysz,
I niebo, gdzie to tam bieżysz:
Życzę-ć tego z prawej wiary,
Byś mię tam czekał wiek stary,        10
Bo mam-li prawdę powiedzieć,
Wytrwałbych tu chwilę siedzieć.



171.   Do Kupidyna.

Złe z tobą żarty, Kupido szalony,
Ugodziłeś mię w serce bez obrony.



172.   Do jednej.

Chocia serca nie widzisz, lecz znasz po postawie,
Żem ci jest nieobłudnie, ale owszem prawie.
Ty, wspomniawszy na wiarę, ratuj mię w niewoli,
W której twarz zawżdy pała, serce zbytnie boli.
A jeśli taż choroba jest także przy tobie,        5
Czemu długo odwłóczysz? radźmy wzajem sobie.



173.   O Stanisławie Porębskim.

A gdzież on karp, Stachniku, coś go w kojcu chował
Prze mię? czyliś nie na czas w liście zażartował?
Bo i karp z kojca uciekł, ciebie śmierć pojmała,
Czym też nie ladajaką mnie ranę zadała.



174.   O jednym panie.

Nie ma nic od fortuny, wszytko od godności.
A ty się żmi na sercu, przeklęta zazdrości,
Patrząc, ano godności szczęście usługuje,
Ba, mogę rzec, do samej ziemie aż dudkuje.



175.   O jednym dworskim pachołku.

Przyjachał do mnie jeden, co się bawi dworem,
Jakom baczył po tętnie iże z pustym worem;
Radby co wykuglował na chudym domaku:
Prostym ci ja człowieczek, łaskawy dworaku.