Strona:PL Melchior Pudłowski i jego pisma.djvu/088

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A gdy kto jeszcze na tym, co Bóg dał przestaje,
Twe pieniądze i złoto stoją mu za jaje.



163.   Do pana Olbrychta Łaskiego.

Kiedyby ściany te mówić umiały,
W te by cię słowa prawie przywitały:
Ubogie ściany, złota-ć my nie mamy,
Ale cię pocztą takową witamy,
Aby-ć Atropos przędze przedłużyła,        5
A targać nici twej się nie spieszyła.
Póki to niebo sta lat nie przetoczy,
Niech cnej ojczyzny patrzą na cię oczy,
Której ty stoisz za wieniec różany,
Uganiając się po polach z pogany,        10
Nie ważąc gardła, niewczasu żadnego:
Znać, żeś jest synem ojca cnotliwego.
Ubogie ściany, choć złota nie mamy,
Toć winszowanie teraz oddawamy:
Wiarę swą przy tym, którą-ć tak będziemy        15
Długo trzymać, aż w proch się obróciemy.



164.   Na swe księgi.

Jeślim swe księgi fraszkami mianował,
A drugi mi je kiepstwem poczęstował:
O tytuł taki się nie rozgniewają,
Gdy fraszki statek w sobie zamykają.



165.   Na Wołuckiego.

Albo Polifemus, albo cyklops iny
Urodził cię, alboś wychowań z ich syny;
Prawie cię na wszytek wzrost swój formowali,
Tylko iż cię w brodzie trochę oszukali.



166.   Do Anny.

By on Krezus bogaty wszytki skarby swoje
Położył, piękna Anno, tuż przed nogi twoje.
A roznmiał, żećby dać już więcej nie trzeba,
Krezusowiby szkoda i ziemie i chleba,