Strona:PL Melchior Pudłowski i jego pisma.djvu/073

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bo mię w niej gospodarze mało nie oplwali,
A goście zasię na mnie pieniądze wygrali,
Doma k temu wieczerzą przedemną zjedzono,        5
Bóg zapłać za ostatek, że mię nie stłuczono.
Jasiu, słuchaj, jeśli tak raczysz przyjaciele,
Ja drugi raz nie natrę na takie wesele,
Na którym mi gołocą ubogą kaletę,
Bo dziś człek barzo tani, gdy straci monetę.        10



107.   Do Stanisława organisty.

Śmieszne to twoje stróny, wszytko coś o niebie
Chcą nam śpiewać, do tego wiodąc też i ciebie,
Abyś się nabożnemi piosneczkami bawił,
A świeckim się surowo, jako trzeba, stawił.
Ja radzę, słuchaj ty mnie: co tobie do nieba?        5
Śmiertelnemu o świecie tylko myśléć trzeba.
Wszak jeśli kiedy w niebie (acz nie tuszę) będziesz,
O niebie, nie o świecie świętym tam zagędziesz.



108.   Do tegoż.

Kiedy więc Nunc rogemus zagrasz w swe organy,
Nie zapominajże też: Dzbanie mój pisany,
Albo kiedy Castigans albo Constitues,
Tedy: Cóż czynisz miła, czemu mię frasujesz?
Rychlej bogi nachylisz do grania swojego;        5
Wierz mi, iż varietas delectat każdego.



109.   Do Kryńskiego.

Mogę rzecz, iże osobnie miłujesz.
A w tym nawiętszą, Kryński, roskosz czujesz,
Gdy do samego dna każdą wyprawisz,
A ziółko sobie za czapką postawisz.
Zda mi się, żeć to szkody nie przyniesie,        5
Boć też nie każdy zysku ztąd odniesie.
Miłość na różnych fortelach należy,
Będzie mądr, kto cię do trunku ubieży.