Strona:PL Melchior Pudłowski i jego pisma.djvu/056

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Świat jeśliże dobrze znał te przymioty w tobie,        5
Mógłby nie rok, ani dwa czernić się w żałobie
Po twym ześciu; lecz póty, póki sam stać będzie,
Niech się twe imię sławi i długo i wszędzie.



32.   Do Mikołaja Tomickiego.

Alboś się był zapomniał, kiedym ci napisał,
Którego dzisiaj święta? boś mi tak odpisał:
Snać mojego patrona: dalej ni słóweczka;
Ba, toć to jest, mogę rzec, subtelna fraszeczka.
Rzekę, przepije się nam; on na to ni słówka,        5
Czy kiedy święte przepić, rada boli główka?



33.   Do P. Olbrychta Łaskiego.

Olbrychcie, słuchaj, nie mam nic godnego,
Czymbych cię poczcić miał pana swojego,
Bo na mych górach złoto się nie rodzi,
Ni w puszczej jeleń prędkonogi chodzi.
Lecz też w tym, widzę, kochanie nie twoje,        5
Wolałbyś raczej jakie łsnące zbroje,
Albo pełne strzał tatarskie sajdaki,
Albo pancerze i k temu szyszaki.
Bo to Marsowy upominek prawy,
Gdy kto przyniesie jaki koncerz krwawy,        10
Albo też szablę ostrą jako brzytwę,
Albo gdy powie kto, jako zwiódł bitwę.
Tego wszytkiego dać tobie nie mogę.
Bo mieczów, szabel, rusznic nie przemogę.
Wszakoż miałlibych z gołemi rękoma        15
Przyść, tedy bych snać wolał siedzieć doma.
Niech się nie łomią stare obyczaje
Przez mię: bo panu każdy pocztę daje.
Iż to wiem pewnie, iż nie jest sromota,
Gdy dawa jabłka ten, co nie ma złota:        20
Wierszów ci swoich garść nie małą niosę,
Które, byś wdzięcznie przyjął, o to proszę.
Owoc, jako znam, nie dojrzał do końca,
Lecz też podobno nie miał zpotrzeb słońca.