Strona:PL May - Matuzalem.djvu/401

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ryn. — Mamy sporo czasu do zastanowienia się nad sposobami ratunku.
— Należy myśleć, ale przedewszystkiem trzeba działać. Kto będzie ich badał?
— Ja i fu-yuen.
— Najwyższy urzędnik w mieście, zastępca zarządcy prowincji? O, w takim razie nie mam wielkich nadziei. Czy uwierzy, że ma przed sobą lamów?
— Nie. Bywał w Lhassie, a nawet w Mongolji. Zresztą, zna o tyle cudzoziemców, że nietrudno mu będzie dojść narodowości pańskich przyjaciół.
— A zatem nie możemy dopuścić do przesłuchania. Muszę dziś jeszcze, w nocy bodaj, wyprowadzić ich z więzienia!
Mandaryn spoglądał na ziemię, rozmyślając. Poczem oświadczył:
— Mogę panu tylko radzić, abyś zaniechał zbytniego pośpiechu. Tymczasem nic złego im się nie stanie. Trzeba będzie wydać ich w ręce konsulów.
— Ale jak się ich potraktuje! A poza tem nie unikną przecież kary.
— Nie będzie to kara ciężka; co prawda, będziecie musieli przerwać podróż. Kto wie jeszcze, czy i ja nie wplączę się w tę kabałę!
— Należy się tego lękać. Przyznać muszę, że nasi przyjaciele nie grzeszą zbytkiem przezorności.
— Nietylko nie są ostrożni, ale, nadomiar, mimo grozy sytuacji, są bardzo pewni siebie. Trzeba było

7