Strona:PL May - Matuzalem.djvu/271

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Napiętnowani wszelkiego rodzaju kalectwami i ułomnościami, smarowali twarze krwią lub cuchnącym kałem, na wszelki sposób starając się prześcignąć naturę pod względem szpetności. Policja tolerowała te praktyki. Żebracy stanowią w Chinach potęgę społeczną, z której wpływów i znaczenia Europejczyk nie może zdać sobie sprawy nawet ogólnikowo.
Wreszcie tragarze zatrzymali się na nieco szerszej ulicy przed wielkim pałacem. Brak szyldów na froncie świadczył, że dom albo jest rządowy, albo należy do jakiegoś bogacza.
Sąsiednie budowle były niższe i węższe. Wiszące na nich jaskrawo malowane i opatrzone złotemi i srebrnemi literami tablice wskazywały, że są to sklepy.
Kiedy przy wysiadaniu Matuzalem mimowoli rzucił okiem na prawo, ujrzał na szerokiej tablicy dwa znaki, które odrazu go mocno zajęły. Brzmiały one: Hu-tsin. Jak sobie czytelnicy przypominają, jest to nazwisko kupca, który miał paść ofiarą niegodziwej zemsty. Nazwisko to atoli mogło być wspólną własnością wielu mieszkańców miasta. Dlatego student zwrócił się do swego przewodnika:
— Kto tu mieszka obok?
— Hu-tsin, jubiler, — brzmiała odpowiedź.
— A kto jest jego sąsiadem? — Wing-kan, też jubiler. Jest to ulica klejnotów.

25