Strona:PL May - Matuzalem.djvu/262

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Złodziej twierdził zatem, że przyjdzie po 7-ej i że będzie gotów przed jedenastą. Dodał jeszcze:
— Mój sędziwy dobroczyńca zrozumie, że nie mogę tego zrobić za tysiąc li. Jeśli mnie schwytają, to bezwarunkowo powieszą, może nawet wsadzą na pal, ponieważ świętokradztwo jest jednym z najcięższych przestępstw.
— Wiem o tem. Dlatego gotów jestem dać ci nawet dwa tysiące, pod warunkiem, że się dobrze spiszesz i że nie padnie na mnie żadne podejrzenie.
— Sprawię się tak gładko, że kara dosięgnie sąsiada. Ale kiedy dostanę pieniądze?
— Skoro tylko zakopiesz bożka. Musi to się stać dziś wieczorem!
— Dziś? Doskonale. Im prędzej, tem lepiej. W ten sposób Hu-tsin będzie ukarany za obelgę, o której zresztą nic nie wiem.
— Podwójna obelga. Wyłapuje mi kupców do tego stopnia, że przez cały dzień nie widzę klienta na lekarstwo. Rozwścieczony, powiedziałem mu, że żona jego jest córką t’eu[1]. Wzamian oświadczył publicznie, że kilku moich przodków padło pod ręką kata i że poza tem potrafi dowieść, iż nie jestem uczciwym złotnikiem, iż nie daję prawdziwego złota. To już do reszty odstręczyło ode mnie kupujących.

— Pierwsza obraza bezwzględnie zasługuje na śmierć. Nikt przecież nie przepuści jej płazem. Któż to pozwala psy wieszać na swoich przodkach?

  1. Król żebraków.