Strona:PL May - Matuzalem.djvu/254

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


nie, nigdy nie da żywej odpowiedzi. Odpowiada tak, jak dorosły. Wszystko tu jest sędziwe.
I jak starzec, który nie chce się rozstać u schyłku lat ze swemi zapatrywaniami, podobnież Chińczyk niełatwo sobie przyswaja poglądy innych. Zwłaszcza odnosi się to do kwestyj religijnych, i w tem upatrują główną przyczynę niepowodzenia chrześcijańskich misyj w Chinach.
Misjonarz może jak najwymowniej rozwijać przed słuchaczem piękną naukę Chrystusową. Chińczyk przysłuchuje się spokojnie, nie przerywając, gdyż tak nakazuje grzeczność; ale wkońcu odpowie przyjaźnie:
— „Ty masz słuszność i ja także mam słuszność. — Put tun kiao, tun li; ni-men tszu hiung. — Religje są różne, rozum jest tylko jeden; wszyscy jesteśmy braćmi.“ —
Nowatorstwo ostatnich lat dziesiątków albo zostało Chińczykowi narzucone, albo zostało przyjęte jako materjalnie korzystne. Zresztą, można je zaobserwować jedynie wzdłuż wybrzeży; natomiast jądro kraju broni się jak jeż przed wszelkim obcym kontaktem. — — —
Kanton jest owem miastem, gdzie przebywa najwięcej cudzoziemców. Dlatego niema tam tak niechętnego do nich stosunku, jak gdzie indziej. Widzą krajowcy, że stosunki z obcokrajowcami przynoszą wielkie korzyści. Chińczycy tamtejsi pragną je nawiązać, lecz nie pozwala im wysoki mur praw izolacji. Najwyżej można potajemnie wybić w nim lukę.