Strona:PL Mark Twain-Humoreski I.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


minut. Poczęła teraz wszakże w grę wchodzić inna jeszcze okoliczność. Oto pojawił się drugi zbieracz ech i obaj, żwawo zawinąwszy rękawy, poczęli się uwijać około ubicia tak ponętnego kupna. Posiadłość składała się z dwóch małych wzgórków, między nimi płytki strumyczek, wszystko razem w niejakiem oddaleniu od kolonii stanu New York. Obadwaj zbieracze zjawili się na miejscu jednocześnie, żaden wszakże o przybyciu drugiego nie wiedział. Cóż się pokazało?... Drogocenne echo nie miało jednego, lecz dwóch właścicieli, z których jeden posiadał zachodnie, drugi wschodnie wzgórze, rzeczułka tworzyła granicę. Podczas kiedy stryj mój nabył od właściciela wschodni pagórek za 3,280.000 dolarów — współzawodnik stryja kupił wzgórze tamtego drugiego za przeszło trzy miliony.
Wiesz pan, co teraz nastąpiło?... Najwspanialszy na świecie zbiór ech został jednym zamachem i raz na zawsze zdekompletowany, obejmował bowiem tylko jednę połowę króla wszystkich ech. Żaden z obu właścicieli dwu połów nie był oczywiście kontent z swej połowicznej własności, żaden jednakże nie chciał drugiemu swojej części ustąpić. Stąd zgrzytanie zębów, marszczenie się, waśnie!... W końcu tamten drugi zbieracz wpadł na myśl tak niebywale złośliwą, jaka tylko w świecie kolekcyonerów wykwitnąć może: postanowił skasować swój pagórek i zniszczyć tem samem całkowicie przesławne echo. Ponieważ sam nie mógł echa posiąść na wyłączną