Strona:PL Mark Twain-Humoreski I.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Znów nic.
— Co się u dyabła dzieje z piwniczym?.. Nie pozwalam służbie nigdy... Ach! patrzcie no się!... Ten bałwan musiał wziąć z sobą przez pomyłkę klucze... Bez kluczów nie dostanę się do najbliższego pokoju...
Zdumiewałem się, wyznaję, w cichości serca, nad zuchwalstwem, z jakiem łgarz zawołany podtrzymywał bajkę o szampanie, i starałem się sobie wyobrazić, jak on się też z tego wywikła.
W tej chwili przestał wołać Sackville'a, natomiast krzyknął:
— Angely!
Ale Angely nie pokazał się także.
— To już drugi raz koniuszy pozwolił sobie wyjść do miasta bez mego zezwolenia. Nie ma co, wypędzę go jutro!
Teraz zaczął wołać Tomasza a kiedy Tomasz nie przychodził — Teodora, ale i Teodor nie zjawił się wcale.
— Dam lepiej pokój — oznajmił mi wówczas. — Służba nie przywykła do tego, abym wracał do domu o tej godzinie, więc się porozłaziła. Bez koniuszego i stajennych mogę się ostatecznie obejść, jeżeli się do cygar i wina nie dostaniemy dzisiaj, to także nie taka straszna historya... Ale jak ja się przebiorę bez lokaja?..
Pospieszyłem ofiarować mu w tym względzie moją pomoc, nie chciał jednak o niczem słyszeć.