Strona:PL Mark Twain-Humoreski I.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ponieważ byłem bardzo ciekaw końca tej całej historyi, przewdziałem tedy ubranie i poszliśmy.
Zaproponował, jeśli nic nie mam przeciwko temu, abyśmy drogę odbyli pieszo. Przystałem, nie przewidując, że marsz ten, wśród mgły i błota, potrwa godzinę z okładem. Nakoniec przybyliśmy do jego apartamentu, który się składał z jednej jedynej stancyjki w bocznej uliczce nad sklepikiem golarza. Dwa krzesła, stolik, stara kanapa, miednica i dzbanek, nieposłane łóżko, ułamek tafli lustrzanej, wazonik z uschłą geranią, (nazwał ją tajemniczo: „egzotycznym kwiatem, zakwitającym raz tylko na sto lat, podarek zmarłego lorda Palmerstona, za który mu już ofiarowywano olbrzymie kwoty),— to było całe umeblowanie. Dodać należy lichtarz z ogarkiem świecy.
Rogers zapalił światło i poprosił, abym usiadł i rozgościł się jak u siebie. Zaraz potem nadmienił, że radby był bardzo, jeślibym miał pragnienie, może mnie bowiem uraczyć szampanem takiej marki, jaka pojawia się w handlu tylko wyjątkowo. A może wolę Sherry, lub Porto?.. Ma w piwnicy Porto, okryte na palec grubo pajęczyną, której każda warstwa oznacza jednę ludzką generacyę. Co się zaś tyczy cygar — lecz te już niechaj osądzę sam. Wystawił głowę za próg i krzyknął:
— Sackville!
Żadnej odpowiedzi.
— Hejże!.. Sackville!