Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zany jest na donoszenie go, jak kary za coś przeszłego, bez nadziei czynu dobrego w myśl Prawa.
Spętany był tysiącem nici, pozornie słabych jak pajęczyny, a mocnych jak stal, ciężkich jak ołów. Na stole w pokoju paliła się lampa, bielał arkusz papieru, na którym chciał pisać do Atmy — i nie mógł.
Zgarbiony, z obwisłemi ramiony, czując nudę, dławiącą za gardło, wstręt do tego jutra, patrzał na ćmy, zlatujące się do płomienia, ginące w żarze i nawet im zazdrościł złudy, sam niczego nie pragnąc w tej chwili.
Jakże daleką była krynica braterska i ta siła życia, którą tam pił!...