Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/079

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jak wygląda ziemia, praca. Długo też nie rozumiałam życia, a właściwie tego, co tak się wśród ludzi nazywa. Ale z tych ksiąg mądrości, starej jak świat, zrozumiałam ewolucyę materyi i ducha, budynek wiedzy, który ludzkość tworzyła od zarania swego i tworzy bezustannie, i wędrówkę iskry Bożej wcielonej w formę fizyczną, wyzwalającą się z niej przez śmierć do rzeczywistego życia, i wracającą napowrót w kształt, aby płacić za przeszłość, zarabiać na przyszłość.
Adam chciał spytać, jak przyszło na nią to »życie« i jak je odczuła, — ale nie śmiał. A ona, zapatrzona w gąszcz krzewów, wstała, przechyliła się przez krynicę i oswobodziła wplątaną między zeschłe trzciny gałąź kwitnącej czeremchy. Uśmiechnęła się do rośliny; pieszczotliwym ruchem uczyniła jej miejsce ku słońcu i szepnęła, jakby do żywej, drogiej istoty:
— Ciesz się, rośnij zdrowo, śliczności!
— Ojciec twój dawno umarł? — spytał Adam.
— Przed siedmiu laty. Na dwa lata przedtem umarł jego chlebodawca. Majątek przeszedł na synowca, ojciec stracił posadę. Otrzymał legat w testamencie: prawo wybrania z biblioteki stu dzieł. Z księgami temi osiedliśmy w małem mieszkanku, a żyliśmy z kilku tysięcy franków kapitału matki. Ojciec chorzał i rozstania ze swą biblioteką nie mógł znieść. Jakby się w nim porwały jakieś nici życia. A duch też się odrywał od ziemi i te dwa lata