Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


trumnę Szostaka i powieziono na cmentarz. Formalności były załatwione, ksiądz czekał u grobu.
Wbrew utartym frazesom, że za trumną nędzarza nikt nie idzie, na to widowisko wyległo z czworaków dworskich kobiet i dzieci co nie miara i poszli gapić się aż do mogiły.
Wyleciała też z baraków kucharka Jagusia.
Przez okno biura spojrzał Jaworski na trumnę, na gawiedź, na Jagusię i przypomniał sobie chwilę zgonu i dyszkant dziewczyny, wyśpiewującej przeciągle:

O mój Jasinku, na rany Boga!
Słońce zachodzi — daleka droga!

A słońce zachodziło właśnie czerwono, krwawo — i odszedł Szostak w daleką drogę!