Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/038

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— E, to mniejsza. Wpadła w oko huzarowi. Jakiś syn kupca, milioner. Załatwi się bez skandalu. Sto pociech mam, obserwując, jak szelma łże, ukrywa się. Gotów mi ją wykraść.
Śmiał się Ignac, zaśmiał się Jaworski i dalej toczyła się rozmowa, przeplatana pieniężnemi sprawami i skandalikami ulicy.
Potem przeszli do salonu, spędzili wieczór z rodziną. Na herbatę przyjechali Zakrzewscy, złożył się wint, i dopiero po północy wrócił Jaworski do siebie.
Usiadł do biura i wydobył stary pugilares zmarłego robotnika.
Była w nim metryka Adama Karlińskiego z przed trzydziesty pięciu lat, wypisana z ksiąg parafialnych kościoła wołożyńskiego, w wołyńskiej dyecezyi, był paszport francuski Maurycego Gosse, był bilet wojskowy Stefana Jańczuka i matrykuła uniwersytetu w Zurychu na imię Edwarda Klonowskiego.
Oprócz tego parę rewolucyjnych proklamacyi po rosyjsku, karta, zapisana cyframi, i fotografia starej kobiety.
Któraż legitymacya była prawdziwa? Może żadna. Posiadacz pugilaresu nazywał się może jeszcze inaczej, a wszystkie te dokumenty osłaniały go może w życiu przed pościgiem władz i sądu, a teraz były mocno kompromitujące. Nie rozumiał