Przejdź do zawartości

Strona:PL Maria Konopnicka - O krasnoludkach i o sierotce Marysi.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

 Aż rzecze król:
 — Kiedy sygnet mój nie ustrzegł i straż moja nie ustrzegła, to nie ustrzeże nikt.
 A wtem Pietrzyk, jako zawsze nowe myśli w głowie miał, zawoła z ciżby:
 — A co dostanę, Miłościwy Królu, jeśli złodzieja tego uchwycę?
 A król:
 — Głos za nim, gdy go sądzić będą.
 Tu Pietrzyk:
 — Co? Głos za złodziejem? Tego nie chcę! Anibym za takim łotrem palcem małym nie ruszył, gdy go wieszać będą! Ale niech mi Król Miłościwy da ową pieśń, przez mistrza Sarabandę spisaną, z której teraz Półpankowi nic, bo głos utracił.
 — Niech i tak będzie! — rzecze król — i skinął berłem.
 A była spisana pieśń ta na listkach róż polnych i na motylich skrzydłach najczystszą rosą majową, tak cudnie, iż ją chowano w skarbcu jako klejnot drogi.
 Skoczył Pietrzyk na łokieć w górę z radości, króla za kolana uścisnął, znów skoczył i jak wiatr polem ku lasowi śmignął.