pozwala sobie na rodzaj kpin z niego. Było to wielką bezczelnością i reporter czekał tylko na sposobność, by Candeurowi powiedzieć coś niemiłego. Nagle osłupiał. Candeur niósł najspokojniej pod pachą tekę z artykułami.
— Candeur! — zawołał.
— Ha? A co tam takiego? — odparł Candeur, nieco arogancko.
— Chodź tutaj!
— O co idzie?
— Powiadam, chodź tutaj!
Candeur podszedł i spojrzał naiwnie na Rouletabilla.
— Czy znowu zrobiłem co złego? — spytał.
— Czy możesz mi powiedzieć, co niesiesz pod pachą? — spytał go surowo reporter.
— Naturalnie! To jest teka z artykułami.
— Skradłeś ją Włodzimierzowi?
— Ja? Broń Boże! Nie jestem złodziejem!...
— Jakże mógł Włodzimierz, któremu tekę powierzyłem, oddać ci ją z powrotem?
— Wziąłem ją od niego z litości, gdyż ma za dużo do dźwigania? — odrzekł Candeur.
— Za dużo do dźwigania? Przecież nic nie dżwiga.
— To było tak: ja dźwigałem zrazu, idąc pieszo, swoje pakunki. Więc Włodzimierz ulitował się i wziął na konia pakunki. Ponieważ potem
Strona:PL Leroux - Dziwne przygody miłosne Rouletabilla.pdf/70
Wygląd
Ta strona została przepisana.