Po cichu, nie budząc Atanazego, który chrapał, z cicha wyszedł z namiotu i zbliżył się do sąsiedniego. Przez szpary pozostałe między płatami płótna przesiewało się nikłe światło.
Rouletabille rozwiązał zręcznie taśmy przymocywujące zasłonę wejścia i nagle zjawił się jak duch pomsty przed rozpromienionym Candeurem i zbolałym Włodzimierzem. Spostrzegł zaraz, że Candeur był czerwony jak ćwik, podczas gdy twarz Włodzimierza posiadała trupio bladą barwę.
— A, to tak... — powiedział do nich. — To wy gracie moi panowie.
Rzeczywiście, pomiędzy oboma kompanionami widniał mały składany stolik, na którym leżała talia kart i kartka papieru pokryta zapiskami nakreślonymi pospiesznie ołówkiem.
Rouletabille rzucił się na karty. Skonfiskował im już dwie talie od początku podróży i był pewny, że nie mają ich więcej. Nałóg karciarski nie dawał im wypocząć co było rzeczą niezbędną.
— Gracie zamiast spać? Czyście powaryowali? Nie wstyd wam? Wszakże zakazałem jak najsurowiej... zapomnieliście... co? Od pierwszej chwili zakazałem stanowczo. Przysięgliście, że nie tkniecie kart... No, gadajcie! Przysięgliście, czy nie?
— Rouletabille! Nie gniewaj się! — zaczął Candeur prosząco, — chcieliśmy spać, próbowa-
Strona:PL Leroux - Dziwne przygody miłosne Rouletabilla.pdf/26
Wygląd
Ta strona została przepisana.