butelkę, ale tylko jedną... pomału, pomału... — doradzał Włodzimierz.
— Lepiej wszystkie trzy naraz! Każdy będzie miał swoją! — zauważył Priski.
— Jakto? — zdziwił się Włodzimierz. — A, Rouletabille, trzeba schować coś dla niego.
— Rouletabillowi nie chce się pić, — oświadczył Candeur, — ludzie zakochani nie jedzą, ani nie piją. Panowie, strzeżcie się miłości, radzę wam, poczem piję za waszą pomyślność.
Wypili i zamilkli, tonąc w rozkoszy.
— A co? — spytał Priski.
— Oświadczam, — zawyrokował Candeur, — że wojna zaczyna mi przypadać do gustu!
— Jak to dobrze, żeś nie zabił Priskiego! — rzekł poważnie Włodzimierz.
— Nigdybym tego nie odżałował! — odparł Candeur, dokończywszy szklanki.
— Ale powiedzcież mi nareszcie, skądeście wzięli to wino? — pytał ciekawie Włodzimierz.
— Ano, łaziłem tu i ówdzie, — zaczął Candeur, — szukałem jakiejś piwniczki, gdy nagle słyszę głos, jakby z pod ziemi:
— Szkoda fatygi, panie Candeur, już mam to, czego pan poszukuje.
Zrazu cofnąłem się wstecz, myślałem, żem spotkał ducha. Ale to był zacny Priski, żywy i cały. Podawał mi butelki przez okienko piwni-
Strona:PL Leroux - Dziwne przygody miłosne Rouletabilla.pdf/101
Wygląd
Ta strona została skorygowana.