Strona:PL Leopold Blumental Wszechpartyjna rodzina.pdf/3

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


proklamacje?! Przecie-że po polsku! Sam Marks powiedział…
— Co Marks?! Ty Marksa nie czytałeś!…
— A ty… czytałeś? co?
— Ja także nie! Ale będę czytał…
— I ja też będę!…
— Nie! ty mi lepiej powiedz, co będzie, jak konstytuanta w Warszawie nie pogodzi się z konstytuantą w Petersburgu?
— O jej! dlaczego nie ma się pogodzić?
— Ale jak się nie pogodzą?…
— Poczekaj… to się zjadą deputowani od tych i deputowani od tamtych… i… będą radzili…
— A ile ich będzie?
— Co ile? Niech będzie sześć!
— Sześć z jednej… a z drugiej ile?
— Ma się wiedzieć tyleż… Prawa równe!
— A co będzie, jak się deputaci nie pogodzą? Sześć — swoje i sześć drugich — swoje! I ani rusz. Ci mówią: „Petersburg rozkazał.“ A tamci: „Warszawa przykazała też“…
— Idjota jesteś!… Co Petersburg ma kazać, jak ja mam konstytuantę?!
— Ty sam kwadratowy!… Co będzie, jak żaden nie ustąpi?…
— Dlaczego nie ma ustąpić ten, co będzie chciał niesprawiedliwie?
— Ho! ho! miesza się do rozmowy dwunastoletni Piotruś, ex-pedek, obecnie pesymista — sprawiedliwość nie istnieje! Tylko siła!
— Ma racyę! tylko siła! — tryumfuje Romek.
— Piotruś — Smarkando jakaś! bo cię wypchnę — oburza się Jaś na zwolennika siły.
— Konstytuanty chcesz? — dowodzi z ferworem