Strona:PL L.M.Alcott - Małe kobietki.djvu/291

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


chcę mieć tajemnic dla was, że się musi rozmówić z ojcem i żem bardzo wdzięczna za jego dobroć, ale jeszcze przez długi czas będę dla niego tylko przyjaciółką, niczem więcej.
Pani March uśmiechnęła się z widocznem zadowoleniem, a Ludka klasnęła w ręce, wołając wesoło:
— Znalazłaś się, jak Karolina Percy, ten wzór roztropności! Mów że, Małgosiu, co odpowiedział?
— Napisał zupełnie w odmienny sposób, objaśniając mię, że nigdy nie przysyłał listu miłosnego, i że mu bardzo przykro, iż moja figlarna siostra Ludka postąpiła tak zuchwale w jego imieniu. Ten list był niezmiernie grzeczny i pełen szacunku, ale jakież to okropne dla mnie! pomyślcie tylko!
Małgosia oparła się o matkę, jak obraz rozpaczy, a Ludka biegała po pokoju, wygadując na Artura. Nagle zatrzymała się, porwała listy, i przyjrzawszy się im bacznie, rzekła stanowczo:
— Nie wierzę, by Brooke widział je kiedy; Teodorek napisał oba i przechowuje twoje, żeby mię dręczyć zato, żem mu się nie zwierzyła z moją tajemnicą.
— Nie miej żadnych tajemnic, powiedz wszystko matce, nie wikłaj się w kłopot, — i mnie należało tak zrobić, — rzekła Małgosia z przestrogą w głosie.
— Kiedyż ja to wiem od mamy.
— Dosyć tego, Ludko, postaram się tu uspokoić Małgosię, a ty idź po Artura. Zgłębię tę rzecz i raz na zawsze położę koniec takim figlom.
Gdy Ludka wybiegła, pani March ostrożnie oświeciła Małgosię o uczuciach pana Brooke.
— Cóż ty na to, moja droga? Czy masz dosyć przy-