Strona:PL L.M.Alcott - Małe kobietki.djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   187   —


— To jest tak trudne, że się boję próbować, — powiedziała Małgosia z wdzięcznością, ale ją onieśmielała obecność wykształconej panny.
— Przeczytam trochę, żeby ci dodać odwagi, odezwała się miss Katarzyna i przeczytała jeden z najpiękniejszych ustępów bardzo poprawnie, ale bez duszy.
Pan Brooke nie zrobił żadnej uwagi, gdy oddała książkę Małgosi, która powiedziała naiwnie:
— Myślałam, że to poezja.
— Miejscami są wiersze; spróbuj czytać ten ustęp.
Dziwny uśmiech przeszedł po ustach pana Brooke, skoro trafił na miejsce, gdzie się Marja uskarża.
Małgosia postępując za długiem źdźbłem trawy, której używał jej nowy nauczyciel do wskazywania, czytała wolno i nieśmiało, bez wiedzy tworząc poezję z twardych słów, miękkim dźwiękiem melodyjnego głosu. Do końca stronicy szła zielona wskazówka, i Małgosia zapominając o swej słuchaczce pod wpływem uroku tej pięknej sceny, czytała jakgdyby dla siebie, nadając lekko tragiczny ton słowom nieszczęsnej królowej. Gdyby wówczas widziała ciemne oczy, umilkłaby zaraz, lecz nie spojrzała wgórę ani razu, i lekcja nie została niczem przerwana.
— Bardzo dobrze, doprawdy! — rzekł pan Brooke, gdy ucichła, nie wiedząc zupełnie o swych licznych pomyłkach, i z taką miną jakgdyby wierzyła, że istotnie „lubił uczyć“.
Miss Katarzyna przyłożyła szkło do oka i przyjrzawszy się temu obrazkowi, zamknęła album z rysunkami, łaskawie mówiąc:
— Ładny masz akcent, i z czasem czytałabyś dobrze. Radzę ci się uczyć, gdyż niemiecki język cennym jest nabytkiem dla nauczycieli, — ale muszę się obejrzeć za