Strona:PL L.M.Alcott - Małe kobietki.djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   185   —


teraz kolej. Obrażę cię zapytaniem, czy nie jesteś cokolwiek zalotna? — rzekł Artur, a Ludka skinęła głową, robiąc Fredowi znak zgody.
— Niegrzeczny chłopcze! ma się rozumieć, że nie! — wykrzyknęła Salusia z minką dowodzącą, że się rzecz ma inaczej.
— Co jest najbardziej nienawistnem dla ciebie?
— Pajęczyna i budyń z ryżu.
— Co najlepiej lubisz?
— Taniec i francuskie rękawiczki.
— Zdaje mi się, że „prawda“ jest bardzo głupią grą, zabawmy się w rozsądniejszych „autorów“ dla odświeżenia umysłu — odezwała się Ludka.
Tym razem połączyli się Ned, Franuś i małe dziewczynki, a starsi na osobności rozmawiali. Miss Katarzyna wzięła się znów do rysunku, Małgosia się jej przyglądała, a pan Brooke leżał na trawie z książką, której nie czytał.
— Jak pani to pięknie robi; chciałabym umieć rysować — rzekła Małgosia głosem, w którym podziw mieszał się z żalem.
— Czemu się nie uczysz? zdaje mi się, że miałabyś smak i zdolność — uprzejmie odparła miss Krystyna.
— Nie mam czasu.
— Zapewne mama woli, żebyś się oddawała innym naukom, tak samo jak i moja, ale ją przekonałam, że mam talent. Przez jakiś czas brałam lekcje potajemnie, a potem zgodziła się z chęcią, bym dalej pracowała. Czy nie mogłabyś tak zrobić ze swoją guwernantką?
— Nie mam guwernantki.
— Zapomniałam, że w Ameryce panienki częściej pobierają naukę w zakładach szkolnych, jak u nas. Papa