Strona:PL L.M.Alcott - Małe kobietki.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   184   —


— Jakie niedorzeczne pytania zadajecie, — wykrzyknęła Ludka, wzgardliwie poruszając ramionami, gdy inni śmieli się ze stanowczego tonu Artura.
— Próbujmy jeszcze; „prawda“ jest niezłą grą — rzekł Fred.
— Bardzo dobra dla ciebie — zcicha odparła Ludka.
Następnie na nią przyszła kolej.
— Jaką masz największą wadę? spytał Fred.
— Żywy temperament.
— Czego sobie najbardziej życzysz? — rzekł Artur.
— Pary sznurowadeł, — odparła, chcąc zniweczyć cel, który odgadywała.
— To nieszczera odpowiedź, musisz wyznać czego sobie życzysz.
— Geniuszu; czy nie chciałbyś mi go dać czasem? — rzekła z figlarnym uśmiechem, widząc zawód na jego twarzy.
— Jakie cnoty najbardziej cenisz w mężczyźnie?
— Odwagę i uczciwość.
— Teraz moja kolej, — rzekł Fred, gdy nakoniec wydobył swą rękę.
— Odpłać mu się — szepnął Artur do Ludki, która skinęła głową i zapytała Freda:
— Czy oszukiwałeś w krokiecie?
— Trochę.
— Dobrze; czy historja, którą opowiadałeś, nie jest wyjęta z „Morskiego lwa“? —
— Poczęści.
— Czy nie sądzisz, aby naród angielski był doskonałym pod każdym względem? — spytała Salusia.
— Wstydby mi było nie uznawać tego!
— To prawdziwy John Bull. Miss Salomeo, na ciebie