Strona:PL L.M.Alcott - Małe kobietki.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   148   —


Małgosia i Amelka była przeciwnego zdania, a pan Winkle podniósł się i powiedział z wielką elegancją:
— Nie życzymy sobie chłopców, bo oni lubią tylko żarty i wrzawę. To jest damski klub, więc chcemy, żeby cichy był i przyzwoity.
— Gotów wyśmiewać gazetę i prześladować nas, odezwał się Pickwick, szarpiąc loczek nad czołem, bo taki miał zwyczaj w każdej wątpliwości.
Snodgrass podskoczył wgórę z zapałem i rzekł:
— Daję słowo honoru, że Artur nie zrobi nic podobnego. On lubi pisać, pokieruje naszą pracą i powstrzyma nas od sentymentalności. Tak mało możemy uczynić dla niego, on zaś tak wiele robi dla nas, że sądzę, że nawet wypada zaprosić go i przyjąć dobrze, gdy przyjdzie.
Ta zręczna wzmianka sprawiła, iż Tupman zerwał się na nogi, bo widocznie zmienił zdanie.
— Tak, powinniśmy to uczynić, nawet gdybyśmy mieli powód do obawy. Ja powiadam, że może przychodzić i jego dziadek również, jeżeli zechce.
Ten energiczny wybuch Elizy zelektryzował cały klub; Ludka powstała z miejsca, żeby jej za to uścisnąć rękę.
— Głosujemy jeszcze raz! Kto sobie przypomni, że idzie o naszego Artura, ten powie „tak“ — wykrzyknął Snodgrass z uniesieniem.
— Tak! tak! tak! — zawołały trzy głosy.
— Niech was Bóg błogosławi! A teraz pozwólcie przedstawić nowego członka. — Ku niezadowoleniu reszty klubu, Ludka otworzyła drzwi od kryjówki, i ujrzano Artura, który siedział na worku ze starzyzną, czerwony i mrugający oczami od powstrzymywanego śmiechu.