Strona:PL Kraszewski - Starościna Bełzka.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


polskiemu, już tedy nie miałem w myśli nic do tego interesu skłonnego. Wyjechałem potém na kontrakta do Lwowa, wstąpiwszy do Suszna pod tytułem dawnéj przyjaźni, z ukontentowaniem, żeśmy przebyli winę bywania, lecz na większe umartwienie o całéj fatalnéj dowiedziałem się awanturze (ożenieniu). Co się ze mną natenczas działo, dosyć powiedzieć, że o zdrowiu mojém radzić musiano. Łacno mi było wróżyć sobie dalsze nieszczęścia konsekwencye, w którém zazwyczaj tonący brzytwy się chwyta; przyłączyć się przeto musiałem do projektu trzymania sekretu, aby jwp. generałowa Brühlowa z Drezna miała być sprowadzona dla przysposobienia państwa do téj nieszczęśliwéj wiadomości, i to już było ułożono właśnie na jakikolwiek ratunek zdrowia jw. państwa, których rozmyślane odemnie z téj okazyi umartwienie, największym dla mnie było biczem i utrapienia powiększeniem. W takowéj intencyi mniéj rozmyślnie raz przez list było moje z jw. starostą zniesienie się, przy którém i w moich interesach pomocy jw. starosty zasięgać musiałem, bez myśli jednak jakowego uszczerbu; téj nagłéj rezolucyi wyżałować nie mogę, bo mnie w większą u jwpana wprawiła imaginacyę, ale Bóg patrzy na moje serce, żem daleki był od zakładania sobie jakowego ztąd awantażu, jak mogłem tylko ratować się chciałem, i zdawało mi się natenczas, że jwp. starosta bełzki stawszy się okazyą mego nieszczęścia, był obligowany świadczyć mi w interesach pomoc.
„To jest cała moja wina, którą jak na spowiedzi, gdzie żadna obłuda miejsca mieć nie powinna, wyrażam, ale przecięż choć jest winą, przynajmniéj mniejszą, kiedym nic nie wiedział i nie wchodził w funda-