Strona:PL Kraszewski - Powieści szlacheckie.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

wienie się ze spadkobiercami Lędzkich o proces, z którego jakikolwiek fundusik uratować miała nadzieję. Jako przyjaciel skarbnikowicza, stolnik nurski nie bez pewnéj dumy, że tak ważna sprawa na nim leżała, wybrał się z papierami, poradziwszy się adwokatów i mecenasów lubelskich, do panów Zarzeckich, na których głowy przelał się spadek i pretensye. Podróż trwała kilka tygodni, a wdowa codziennie chodziła do Dominikanów modlić się na intencyę pomyślnego skutku tego kroku, pościła, nowennę odprawując, i niekiedy, nic nie wiedząc o ostatniéj próbie układów z Zarzeckiemi, kołysała się marzeniem, że cokolwiek dla syna odzyska. Ale sprawa, dawnością i ogromem narosłych pretensyj, śmieszną się stała; wygrać ją było niepodobieństwem; przytém stolnik nurski, jakkolwiek mocno zagrzewała go przyjaźń, nie miał zdolności de traktacyi, ani wymowy potrzebnéj, ani przebiegłości. Nadto był prawy i szczery i zrazu okazał, jak klienci jego są ubodzy i nie w możności popierania sprawy; to do reszty Zarzeckich uspokoiło, i z początku obróciwszy w śmiech rzecz całą, skończyli na ofiarowaniu trzech tysięcy złotych, prawie jak jałmużnę.. Stolnik oburzył się i odrzucił, nie wiedział nawet, jak o tém pani Siekierzyńskiéj powiedziéć, przyciśniony pytaniami wyznał w ostatku, co go spotkało, i z westchnieniem usiadł jak delinkwent w kątku, czując, że się źle sprawił. Długo płakała wdowa, pytała o radę, lecz gdy wszyscy mówili jéj zgodnie, żeby, co dają, przyjęła, posłała do Zarzeckich, ofiarując ich skwitować z pretensyj za trzy tysiące. Tak marzenia milionów skończyły się na drobnostce, ale i ta dla biednych była wielką pomocą. Umieszczono kapitalik w rękach pewnych na prowizyi, co stolnik nurski dopełnił cum omni formalitate, i pani skarbnikowiczowa codzień słabsza, zajmowała się już tylko, póki sił stało, wpojeniem w dziecię tych uczuć szlacheckich, których zachowanie w ostatnim potomku tak gorliwie na łożu śmiertelném mąż jéj zalecał.
Nauka nie poszła w las; bo Tadeuszek nabrał wprędce takiéj dumy i takich przesadnych wyobrażeń o wielkości swojego pochodzenia i obowiązków, jakie ono na niego wkładało, iż pan Kornikowski nie przypuszczając, by to mogło być skutkiem samych nauk macierzyńskich, widział w tém działanie krwi! Ze łzami w oczach słuchał on młodzieńca rozprawiającego niemal słowy ojca o rodzinie Siekierzyńskich i unosił się nad cudowném przelaniem się ducha nieboszczyka w syna. Poczém ściskał go serdecznie i odchodził pełen otuchy, że tak wielkich nadziei młodzieniec przepaść nie może, owszem prorokował mu świetne losy, do których osiągnienia, zdaniem jego, brakło tylko jakiegoś trafu, co-by go popchnął na właściwą drogę.