Strona:PL Kraszewski - Powieści szlacheckie.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

mojło od folwarcznych koni, a macha traktem. Tak ja na niego w krzyk, zastanowił się i powiada, że jedzie do miasteczka po doktora...
— Któż zachorował? — przerwał Julian — ale któż? mówże?
— To proszę pana, wczoraj słyszę starsza pani przyjechała, jak nas nie było, i gadają, że mocno zasłabła...
— Moja matka! moja matka! zaprzęgać konie! — zawołał — pakować... Samojło niech śpieszy.
W pierwszéj chwili chwycony uczuciem Julian, wyrwał się z łóżka, ale zaraz dreszcz go pochwycił, zimniejsze powietrze objęło go nieprzyjemnie, i spojrzał w okno, przez które czarna noc wyglądała z flagą deszczową, z wichrem i burzą; Aleksy już był na nogach.
— I ty wstajesz? — spytał Julian.
— Nie wiem, czy się na Samojłę twego spuścić możesz — odpowiedział towarzysz — przytém doktor Greber może być zajęty, może go szukać przyjdzie, każę zaprzęgać konie i lecę sam po niego...
— A! jakiś ty poczciwy! jakiś ty nieoszacowany! nie śmiałem cię prosić tylko, aleś zgadł żądanie mego serca — zawołał Julian — przepraszam cię... i serdecznie dziękuję...
Nim Sawa pozbierał rzeczy swego pana i przygotował mu ubranie, Aleksy oblawszy się wodą zimną, strzepnąwszy w mgnieniu oka był odziany, wybiegł do stajni, rozbudził Parfena, pomógł mu założyć konie, a sam na pożegnanie tylko przyszedł do Juliana.
— Co mam zrobić z Greberem? — zapytał, podając rękę powoli ubierającemu się smutnemu towarzyszowi, którego twarz zbladła i ręce drżące zdradzały osłabienie po nocy bezsennéj i niespodzianém wzruszeniu.
— Weź konie pocztowe i przywóź go do Karlina — zawołał Julian — a prędzeéj! Zrób co chcesz zresztą, bylebyś przywiózł doktora. Matka moja nie ma ufności tylko w Greberze, choć ja go, szczerze powiedziawszy, nie lubię... wyszukaj go i przybywaj... ja cię poprzedzę... Co za los szczęśliwy, żeśmy się spotkali... do zobaczenia, do zobaczenia...
— Ale i ty sam możesz potrzebować doktora — przerwał Aleksy ze współczuciem, widząc Juliana drżącym i zesłabłym prawie.
— Nic to, nic mi — uśmiechnął się Julian — nerwy kobiece; najmniejsza rzecz z nóg mię obala, ale chwila spoczynku podnosi... nie obawiaj się o mnie... Wprawdzie podróż po nocy, po tych drogach, w taką porę, ciężką dla mnie będzie, ale tak jestem niespokojny o matkę!
Nie tracąc czasu na dłuższe pożegnanie, Aleksy, którego wózek