Strona:PL Kraszewski - Kościół Święto Michalski w Wilnie.pdf/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

odę nowonarodzonemu. Właśnie w sam czas przyszedł na świat,, bo już oddawna palce mi świerzbią do pisania, a ten sąd przeklęty, w którym zasiadam, chwili mi odetchnąć nie daje i, gminnymi przedmioty napełniając głowę, poetycznym wyskokom rodzić się i dojrzewać nie dozwala.
— No! no! to być może, choć ja waszmości nic a nic nie rozumiem, ale mnie spieszno do miasta, rzekł pan Pietkiewicz, żegnam waszmości, sługa najniższy.
— Całuję stopy twoje. Ledwie po tych słowach kilka kroków byli uszli, kiedy się znowu dwie osoby zbliżyły. Był to sam ksiądz Jurski, i kaznodzieja zborowy ksiądz Balcer Łabędzki.
Pierwszy był chudy, wysoki, blady; drugi garbaty, krzywy, z małemi oczkami, miną surową i szedł kaszlając co chwila. Na twarzy księdza Jurskiego niezmyślona malowała się wesołość i przytem nieco skłonności do żartu; wyraz surowego zamyślenia cechował twarz księdza Balcera, była to uosobiona krytyka i zażartość kaznodziejska.
Ksiądz Balcer zbliżając się ku Naborowskiemu szydersko usta wykrzywił, i pozdrowił go tylko lekkiem głowy skinieniem, na co poeta uchylił czapkę nieznacznie. Ksiądz Jurski zaś chwycił go za rękę, uśmiechnął się i zawołał:
— Bogdajby tak zawsze panie sędzio do-