Strona:PL Kraszewski - Kościół Święto Michalski w Wilnie.pdf/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Ledwie się pierwsza ich połowa do drugiej przybliżać zaczęła, p. Piekarski mrucząc pod nosem dobył kieski i słowa nie mówiąc, rozłożył pieniądze na stole, szepcząc coś na ucho towarzyszowi. Brzęk pieniędzy obudził kupca, odwrócił się i ledwie oko jego ujrzało na stole bielejące pieniądze, które jednem wejrzeniem przeliczył, pożałował prędkości swojej, opuścił ręce i drzwi odemknął na roścież; — zmieszany jednak nie śmiał już oczu podnieść, ani ust otworzyć; kiedy pan Piekarski dopijając ostatniego kubka, zaczął cielęcym głosem śpiewać piosenkę, swojej bez wątpienia roboty:

Panna Justyna
Tęga dziewczyna...

Chciał śpiewać dalej, ale kupiec, który od pierwszych dwóch wierszy o mało konwulsyi nie dostał, zbliżył się trochę ku niemu i, bełkocząc niezrozumiale z gniewu, zawołał:
— Proszę mojej córki tak nie prześpiewywać! bo ja drugi raz przed waszmością sklep zamknę. Co waszmości do mojej córki? palsembleu! moja córka nie dla waszeci! proszę jej reputacyi piosneczkami nie marudzić (chciał powiedzieć nie brudzić) — proszę...
Tu gniew zbytni mowę mu zatamował, a we drzwiach dał się słyszeć głos starca, powracającego ze mszy od Bernardynów.