Strona:PL Kraszewski - Dziennik Serafiny.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


powinnaś, że wejrzenie młodej dziewczyny, ma niebezpieczną siłę i że niem rzucać nie potrzeba...
— Ale to skończony szatanek! — zawołała Ciotka... Moja droga... ją trzeba wydać co najrychlej... bo... no — zobaczysz...
— Cioteczko! moja najlepsza, moja najdroższa — poczęłam klękając przed nią i obejmując rękami. Sama powiedz, czyż już trochę łysy Rotmistrz mógł by mi się był podobać, abym pomyślała o nim?
— Tak! tak... łysy... — przerwała Ciocia gniewnie — jednak szeptaliście, gdy mnie nie było, i — oczki były w robocie...
Ledwie ją przebłagać mogłam, dając słowo, że więcej na Puhałę ani spojrzę.
Trochę to było nieprzyjemnie — ale mnie to zabawiło i pocieszyło... Mama usta zakąsywała i niegniewała się wcale...
Dałam zaraz dobranoc i wyszłam...
Ciotka została...
Drzwi od sypialnego Mamy pokoju, cieniuchne wiodą do garderoby, w której Pilska regularnie pod słuchuje... gdy jej tego potrzeba. Na palcach pobiegłam do niej, wyściskałam, wycałowałam, wytłumaczyłam, że tu idzie o mnie, iż niewątpliwie rozmowa się toczy, która mnie mocno obchodzi... wsunęłam się do ciemnej garderobki i ucho do drzwi!