Strona:PL Kraszewski - Dziennik Serafiny.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Idź Panna, idź, dodała szybko — i szepnęła w ucho: Nie przyznawaj się do niczego, choć przysięgnę, że jesteś winna...
Śpiewając, weszłam do pokoju Mamy. Ciocia stała na środka i zobaczywszy mnie zawołała:
— Słuchaj Serafinko! nad wiek jesteś przebiegła... i przewrotna!! Co to z ciebie będzie... Jakże mogłaś myśleć o bałamuceniu Rotmistrza...
— Ja? — krzyknęłam zdumiona, grając rolę moją wesoło — przedziwna jesteś Ciociu.
— A tak! przedziwna! — przerwała Ciocia — namówiłam sama Puhałę, żeby udawał, iż się do ciebie bierze... Sama stałam za drzwiami i przypatrywałam się doskonałej grze siostrzeniczki... wchodzisz w rolę — en toute perfection.
W głosie Cioci gniew czuć było.
— Ale Cioteczko... — przerwałam... — co za imaginacja...
— Osiemnaście lat... a bałamutka ostatnia...
Mama na mnie spojrzała.
— Czy i Mama temu wierzy? — zapytałam.
— Ja sądzę, że to tylko było niedoświadczenie i nieostrożność z twej strony — odezwała się Mama, boć nie przypuszczam w tobie żadnych myśli podobnych, ale, moje dziecko... raz na zawsze wiedzieć