Strona:PL Kraszewski - Dziennik Serafiny.djvu/67

From Wikiźródła
Jump to navigation Jump to search
Ta strona została uwierzytelniona.


mocne... lęka się, aby raczej złego nie wywarły skutku... Cały list w takich żarcikach, niby czuły i serdeczny... Osobny przypisek dla mnie był z błogosławieństwem, wolałabym była drugie dwieście reńskich... Całą stronicę zapisał wiadomościami o życie, które wymokło, i pszenicy, która mu wyprzała...
Mama się rozpłakała z gniewu, i miała słuszność. — Otóż to familja! wołała — otóż to są czuli krewni, którzy chorej kobiecie umrzeć dać są gotowi, dla mizernego grosza, sami go użyć nie umiejąc!
Baron pojechał zaraz starać się pieniędzy... Mama go na wyjezdnem uściskała, — ale to też człowiek jedyny, i tak do nas przywiązany...



Dnia 15. Kwietnia.

Wcale niespodziewane odwiedziny... Wieczorem przyszedł list z miasteczka, po którego kopercie Mama rękę Ojca poznała... Byłam w pokoju, gdy się to stało... Po twarzy Mamy łatwo poznać było można, jak ją obeszło poselstwo... Dała mi list, rzuciwszy nań oczyma.
— Chce cię widzieć... rzekła...