Strona:PL Kraszewski - Dziennik Serafiny.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


aby grać rolę ma świecie i mieć pozycję niezależną... Wiem... ale tego jeszcze nie napiszę... chociaż wiem...
Ostatnich dni Marca wyruszyłyśmy, po najokropniejszej drodze do Sulimowa... Mama obawia się podróży, koni, karczem... ja wszystkie niewygody zniosłam zajęta myślą mojej przyszłości... W drodze ja tylko byłam wesołą, Pilska dostała fluksji. Mamci było smutno po miłem towarzystwie, które opuściła... Szczęście, że Baron Herman, opiekun Mamy, wyjechał na jej spotkanie... i rozerwał ją trochę...
Dawnom go nie widziała — postarzał się, wyłysiał... opuścił się nieco, ale zawsze bardzo piękny jeszcze mężczyzna i taki — dystyngwowany! Mama jest z nim jak z bratem... on dla niej najposłuszniejszym sługą... Herman znalazł mnie (słyszałam gdy mówił Mamie, nazywa ją po imieniu Georginą...) niezmiernie rozwiniętą, piękną i uroczą...
Nie powiem, żeby mi to nie uczyniło przyjemności... bo Herman to wyrocznia. Ciągle mi się przypatrywał zdaleka i zupełnie teraz innym był dla mnie, bo dawniej obchodził się ze mną jak z dzieckiem... Teraz aux petits soins. Mamcia mówi, że mnie psuje...
Jest mowa o wzięciu Angielki do mnie, którą Księżna zaleciła... Wprawdzie jej nie zna, wie tylko że jest katoliczką, i że pochodzi ze znacznego, zu-