Strona:PL Kraszewski - Ładny chłopiec.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   40   —

jem wyczerpanym i niewdzięcznym... Bodaj koncerty w Kiachcie i Nowogrodzie! dodawał rozweselony.
Całe męzkie towarzystwo spłynęło do gabinetu, gdzie cygara palono, przybył tam i doktór, wsunął się i pan Tanczyński. Pierwszy raz tego wieczora znaleźli się tak blizko siebie. Sam Bolek zagadnął z cicha dawnego kolegę.
— Jakże się podobało?
— Bardzo, dom miły, ludzie uprzejmi — rzekł Bazyli.
— I panna Emma, jak widzę, na doktora szczególniéj jakoś łaskawa, cicho dodał Bolek z sarkastycznym uśmiechem. Jeszcze mi się nie zdarzyło jéj widziéć przy pierwszéj znajomości tak szczęśliwie usposobioną. Lecz — strzeż się, szanowny doktorze — bo Krasicki, wielki znawca serc ludzkich powiedział. — Wszystko to jest zmienne!!
To mówiąc oddalił się, a w tonie mowy jego Bazyli poczuł trochę rozdrażnienia. — Jestem w domu! pomyślał. — Bolek Tęczyński chodzi około panny!!
Przy pierwszéj zręczności znalazłszy się w blizkości Bolka, doktor mu szepnął na ucho. — Bądź, kochanie spokojnym o mnie — bogdajbym ja tak mógł być o ciebie.
Rumieniec wypłynął na piękną twarzyczkę professora, chciał coś odpowiedziéć — lecz doktor się już oddalił. Myślał się nawet wymknąć przed wieczerzą, ale niezgrabnie się wziął do wyszukania