Strona:PL Kraszewski - Ładny chłopiec.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   39   —

Sprawdziły się jéj słowa, że wirtuoz, który w rozmowie okazał się bardzo pospolitym człowiekiem, przy fortepianie był poetą.
Wszyscy przyklasnęli z serca ślicznemu klejnocikowi — był to początek wdzięczny i miły... Sam téż wirtuoz, który na kanapie wyglądał niepociesznie, grając wypiękniał.
Jedna z pań poczęła modlić o Chopin’a i — zabrzmiało jego Adagio koncertowe, równie ślicznie i starannie odegrane. Zachwyceni byli wszyscy, nikt już ani śmiał prosić o więcéj. Sam artysta jednak pokochał się w swoim „Pleyelu“ i nieproszony zagrał nokturn i mazura.
Po nim otoczono go kołem dziękując mu z uniesieniem nie kłamanem. Rozstąpiły się panie, radzca proponował cygaro w swoim pokoju, muzyk przyjął. Tymczasem gotowała się wieczerza z szampanem, którym zdrowie wirtuoza wnieść miano.
Panie pozostałe w salonie rozbierały grę tę cudowną, spierały się o nią, udzielały sobie wzajemnie postrzeżeń o artyście, a wirtuoz swobodniejszy teraz przy cygarze znowu zszedł na bardzo pospolitego śmiertelnika. Co gorzéj, o niczém jakoś nieumiał tu mówić tylko o rezultacie swoich koncertów finansowych, co nie było zabawném bardzo. Utrzymywał on, że najkorzystniejsze koncerta miewał w głębi Rossyi, po małych miasteczkach, gdzie zwykle sale bywały pełne, a co zagrał i jak zagrał przyjmowano z entuzyazmem niesłychanym. Europa już dla koncertantów była kra-