Strona:PL Kraszewski - Ładny chłopiec.djvu/231

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   19   —

— Hm — rzekł Raupach — coś mi się wydaje wart Pac pałaca...
Zaczęli się śmiać. Lecz, p. Samuel, który dostrzegł ich a parte przy oknie, tknięty niepokojem jakimś, szybkim ku nim zbliżył się krokiem. Raupacha poklepał po ramieniu.
— Cóż ty mnie obgadujesz, stary wrogu? — zaśmiał się.
— A ha! w rogu, istotnie — odparł pół-bankier — w rogu jestem, ale nie wrogiem. Interes się świetnie prezentuje, alem go nie pojął dobrze. Któregoś dnia przyjdę do p. Samuela do kancelaryi i rozpatrzę się w niéj bliżéj.
— Właśnie o to ja wszystkich proszę — zawołał Bombastein śmiechem nadrabiając — a p. Morzyński?
Ex-piwowar ściągnął usta.
— Co ty chcesz odemnie — rzekł — ja oprócz browaru, który porzuciłem, żadnego interesu nie rozumiem. Tyle wiem, że się wasz pysznie prezentuje! złocisto — jak pilsner.
Zaczął się śmiać, Bombastein wtórował.
— Bylebyś akcye wziął! — dodał.
Niechcąc ani obiecywać, ani odmówić, Morzyński skręcił w lewo.
— Zkądże u licha wziąłeś tego hrabiego? o piwie Tęczyńskiem słyszałem, ale o hrabi?
— Ano, widzisz, nosa mam! — odparł gospodarz! ho! ho! nieprawda że hrabia mój! Niepospolita intelligencya.