Strona:PL Kraszewski - Ładny chłopiec.djvu/227

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   15   —

nych i tych wszystkich, którzy staną w szeregach bojowników spokojnéj, uczciwéj pracy!!
Z nadzwyczajnym zapałem przyjęto mowę Tanczyńskiego, któréj wyrażenia może nie wszystkie były zrozumiałe i jasne, ale zawierały nieochybne owe czarodziejskie słowa, u nas zawsze i wszędzie do serc przemawiające. Orator naplątał ogólników przepospolitych, ale umiał osmarzyć je temi ingrediencyami, których skutek nie chybia nigdy.
Bombastein słuchając zaledwie mógł pohamować swe uwielbienie i zachwyt, tak że zaledwie Bolesław postawił kieliszek, chwycił go rozczulony w objęcia.
Trzeba przyznać że mowa, z siebie czcza i nie wiele zawierająca treści, była wypowiedziana z taką elegancyą, aplombem, wyrazistością, iż słuchać jéj miło było.
— Mówca z niego niepospolity! — szepnął wpływowy dziennikarz, do siedzącego obok finansisty.
Monsieur Jacques, który zdala słuchał także z uwagą wielką, po ukończeniu mowy powiódł ręką białą, opierścieniowaną po pięknych swych włosach.
Wszczęła się rozmowa ogólna, o stowarzyszeniu, a Bombastein wyjaśnił ile już lasów i puszcz mieli zapewnionych; dając zarazem uczuć, że gospodarstwo leśne, którego podniesienie leżało w interesie stowarzyszenia, zaniedbaném przezeń nie będzie.
Nie było w ogóle oponentów przy stole, wszyscy wyrazili sympatyą dla idei i obmyślonych środków jéj wykonania. Bolesław imponował ośmie-