Strona:PL Kraszewski - Ładny chłopiec.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   175   —

I głowy począł kręcić, a palcem gdzieś daleko pokazywać.
Brzuchowski mu w ucho szepnął.
— Proszę cicho z tém — wszystko się załatwi — ale — sza!
Sędzia głową pokręcił. — Profesor obserwował, nie uszło nic jego baczności. Dla p. Serafina ostygł znacznie, Bolka zobaczywszy, odwiódł go do kąta.
— A co! jakże? byłeś?
— Byłem, wszystko jak najlepiéj.
— Samuel cię przyjął dobrze?
— Mówię jak najlepiéj.
— Teraz że pokaż co umiesz — rzekł profesor — dałem ci szczęście w ręce.
Siadł za stół Maciórek, bo tu węgrzyna butelka rozpoczęta dopominała się, aby jéj wietrzyć nie dawano.
— A co? — odezwał się do Bolka Brzuchowski, my téż pójdziemy za przykładem starszych, buteleczkę tego samego węgrzyna, séra i basta...
Zawołano na chłopca.
Sędzia ów na kanapie, milczący jakiś, ręką nabrzękłą bębnił po stoliku, oglądał się po przytomnych, wino swoje sączył zwolna, lubując się, do rozmowy nieokazując wcale zbytniego apetytu.
Profesor, który był coś wprzódy rozpoczął, dogmatycznym swym tonem, kończył wpatrując się w sędziego.
— Otóż to tak jest, mości dobrodzieju, tak, zepsucie powszechne — szczerości, uczciwości, prawo-