Strona:PL Kraszewski - Ładny chłopiec.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   157   —

siebie. Obie, jako bardzo oswojone ze światem, umiały zręcznie zawiązać i poprowadzić rozmowę.
Zapewne uwiedzione tytułem, który ojciec dał kawalerowi przy prezentacyi, panny poczęły mówić o osobach znanych im z wielkiego świata, a tych Bolesław nie znał nawet z nazwiska. Musiał więc naprzód oświadczyć skromnie, iż od niezbyt dawna przybywszy do Warszawy i postanowiwszy żyć w kółku tylko znajomych i familii, wcale stosunków nie miał z tym światem.
Panny to dobrze przyjęły — Bolesław tym czasem, jako człowiek co się ma zawsze na sprzedaż i wcześnie kupca sobie dobiera, przyglądał się z uwagą i przysłuchiwał dwom panienkom, myśląc w duszy, którąby wolał — gdyby i t. d.
Panna Flora zdała mu się sympatyczniejszą i przystępniejszą, chociaż czarne oczy Leonii nadzwyczaj były magnetyczną obdarzone siłą.
Ile razy je spotkał Bolek, musiał spuszczać wzrok, zdawało mu się, że to wejrzenie dobędzie z niego wszystkich tajemnic.
Tak samo jak do nieznajomości świata wielkiego, prawie był zmuszonym przyznać się gość do nieobeznania z literaturą. Na stoliku leżało mnóstwo książek nowych: francuzkich, niemieckich, nawet polskich. Rozmowa się ku nim zwróciła, pan Tańczyński bojąc się bąka strzelić, wolał wyznać, iż mało czyta, będąc z obowiązku zajęty pracą.
Nie bardzo go to dobrze rekomendowało — znalazł się zamiast towarzystwa zwykłego, jakiego się tu spodziewał, w kółku kobiet, które widocznie