Strona:PL Kraszewski - Ładny chłopiec.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   119   —

oburzenie, gniew niemal, wzruszenie jakieś, słowem coś niemal takiego, co tylko osobista obraza wywołać może. Niedokończywszy czytania dwa razy spojrzała na podpis radczyni, potrząsając głową, i na winietę listu... Potém pożarła resztę i oddając go Laurze zawołała z wymuszonym śmiechem.
— Wiem kto to pisał! Jest guwernerem moich synów! Ubogi chłopiec, który ma być wielkiego rodu!
Ruszyła ramionami patrząc na biedną Laurę, która stała blada jak ściana, z ustami zagryzionemi, drżąca — podrażniona i sztywna, aby powagi nie stracić.
— O! moja droga! — dodała Dziembina — prawda że chłopak ładny i że się dobrze prezentuje — ale biedny, to raz — a powtóre — kocha się bardzo łatwo! o! bardzo!
Uśmiechnęła się złośliwie.
Stała się w téj chwili rzecz dziwna, niesłychana, która chyba, racya fizyka, jak u nas mówiono dawniéj — wytłómaczyć może. Dwie te niewiasty, które przed chwilą czuły się ku sobie pociągane, dla siebie sympatyczne, co się tak kochały — nagle wstręt powzięły ku sobie — coś je od siebie odpychało.
Pani Laura stała się marmurową i milczącą, a w radczyni wszystka jéj Rubensowska krew zdała się falami pod białą przelewać powłoką, tak była zburzoną.
Niech Bóg uchowa, droga Lauro — odezwała się z przekąsem pani Dziembina — ażebyś miała choćby