Strona:PL Konstanty Piotrowski-List heloizy do abelarda.pdf/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Drzą mury... lampy bledną... słońce się zacienia...
Zaledwie głos moy w Niebios przedarł się sklepienia,
Bóg nayskrytszych mey duszy taiemnic świadomy,
Znieważenie Swiątyni chciał ukarać gromy;
Lecz postrzegłszy łzy moie, ięki, i zgryzoty,
Wstrzymał w litosney dłoni grożące mi groty.

Przychodź drogi Kochanku, zmnieyszyć moie męki!
Czyż miłość dla nas wszystkie utraciła wdzięki?
Czuię ieszcze iak ogień w mém sercu się zarzy;
Chodź, niech lubą truciznę z twoiey piię twarzy.
Niechay wzrok móy, napasą twe wdzięki pieszczone,
Niechay w łonie roskoszy z zachwyceniem tonę:
Ah! powłócz na mnie powłócz zemdloném weyrzeniem,
Pozwól ssać wdzięczne usta, oddychać twém tchnieniem,
Lecz co mówię? Niebaczna!... są inne roskosze;
Te cenić, Abelardzie, nauczay mnie proszę!
Prowadź mnie między smutne świątyni sklepienia!
Tam pokazuy iak ięczeć pod iarżmem zbawienia;
Swiętey miłości Nieba, wskaż mi prawą drogę,
I naucz iak nad Ciebie Boga przenieść mogę.

Pomnij, iż tych zakonnic nieszczęśliwe grono,
Na zawsze twey oycowskiey pieczy poruczono;
Obyś pilnem staraniem utrzymywał, krzepił,
Młodociane gałązki, któreś tu zaszczepił;
Swiątobliwey twey cnoty wiedzione przykładem
Te córy nieba, twoim winny stąpać śladem.
Ta budowa twą sprawą swóy początek wzięła;
Kościoł, ogród, mieszkanie, są to twoie dzieła.