Strona:PL Konstanty Piotrowski-List heloizy do abelarda.pdf/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niemasz kosztownych ozdob w tey skromney Swiątyni;
Lecz ią czyste ubóstwo przyiemnieyszą czyni.
Nie widać tu bogatych obrazów, ni złota,
Sama wszędzie niewinna iaśnieje prostota.
Tak iest skromną w ozdobach, ta budowa cała,
Jak cnotliwa pobożność, co ią zamieszkała.
W murach tych, pod tey wieży niebotyczney cieniem,
Gdzie teraz blade światło przebiia się z drzeniem,
Gdzie wsrzód ciężkiey tęsknoty, ięków, i żałoby,
Leniwym krokiem, smutne postępuią doby;
Przy tobie wszystko będzie w weselszey postaci,
Przy tobie to ustronie swą posępność straci;
Łagodny blask twych oczu, naszę boleść zmnieyszy,
I w to schronienie, promyk doleci iaśnieyszy.
Dzisiay wszystkich nas smutku otoczyły cienie
Wszędy tylko łez zdroie, i wszędy ięczenie.

O! ty stałey miłości nieszczęśliwy celu,
Naydroższy mężu, oycze, bracie, przyiacielu!
Day ulge iarzmu co mię nieprzestannie gniecie,
Pomnij, że tyś mi ieden pozostał na świecie.
Te iodły których wierzchy niedostępne oku,
Zda się że w lazurowym znikaią obłoku;
Ta łąka co się wdzięczną świeżością zieleni,
Te różnofarbne kwiaty, lekki szmer strumieni,
Zefir co wonnem tchnieniem łagodnie powiewa,
Te posępne iaśkinie, te wspaniałe drzewa,
Cała zachwycaiąca piękność przyrodzenia,
Okrutnych duszy moiey udręczeń nie zmienia.
Dla mnie roskoszna wiosna napróżno iaśnieie;
Zniknęły oczom wdzięki iak sercu nadzieie.