Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


To baba zło!... Ona hań mo rózne ziela i zwónek taki jakisi, co jo sie nieroz cofnąć musioł, kie zacéna na nim zbyrceć i zielami kadzić... Jo hań niepude, ale kieby jej to wto ukrod!... Widzielibyście! taby sie miała s pysna; do cysta byk jom hań zamuléł!...
— Ehe!... Tośto ty, co gradami rządzis! — pomyśloł se Sobek, ale nie pedzioł nic.
Pockojze, jo cie tu wyryktuje pomału, ale teroz wyrządzoł ci niebede.
Kazdy dzień przinosiéł bryndze, słodkiego mléka w gornecku z domu, moskola; płanietnik jod, a śmioł sie som sobie.
Siedzioł u niego całe dwa tyźnie. Jak była pogoda, to całe dnié i nocy mąciéł wode w burtnicy pod kołem, a jak był désc, to siedzioł ciho i śmioł sie... Ino telo Sobkowi zawse pedzioł naprzód