Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bok oćwiara — myślał — s Pane Jezusem jek sie dogodać nimóg. I cos On mi poradzi? Dy je taki biédok, jako i jo. Nawet gaciskók niémo, a krew sie leje po Nim, jak se mnie boloki. Biéda sie takiemu o co wprosać, co nawet gaciskók niémo. Kie w takiem odzieniu syn, to ta i ociec wielo więcél nie bedzie miał. Zyjze se tys ta, Panie Boze, jako mozes, zyj. Ej a ty wodo? Cybyś mi tys ty nie poradziła jako w téj biédzie? Jeść sie mi fce, worek się zdar, leci se mnie, gaciska sie tys lewdo trzimiom, syćko mie boli, świerbi, całe ciało, jak w ogniu i ognite, plugastwo po mnie łazi, fce mie zywce zezreć, teros, kie jek taki, gęsi mi nik nie do paść, ej wodo, wodo, radź-ze mi co przecie w téj biédzie, ej siwa wodo, siwa...
I zesunął się przypadkiem z turni i gruch do wody z brzegu.
Kiedy oczy otworzył, myśli: niebo?!