Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/173

From Wikiźródła
Jump to navigation Jump to search
Ta strona została uwierzytelniona.


Powała nad nim z sozrębem świetna, święci pomalowani koło ścian, on leży na miękkiej słomie na ziemi, a nad nim oczu dwoje schylonych. Pomyślał: janioł?!
Oczy siwe, jak woda w potoku, wielkie, jasne.
— Tereś — słyszy kobiecy głos bezdźwięczny. — Teresia janiołowi — pomyślał.
— Tereś, osotał sie ta?
— Patrzi, mamo — zadzwoniło nad nim z pod oczu siwych.
Pociekawiło go ta anielska mama i ten dzwonek, chce ruszyć głową — e nie, nie sposób. Ehe! — przypomniał sobie — spodek we wode... pobiéłek sie...
Ujrzał nad sobą drugie dwoje oczu siwych ale w zmarszczonej oprawie. Mama janiołowa — poznał.
I spytała się go ta mama janiołowa: Hłopiec! jakoz ci? zyjes?