Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ty! Tyś ku niemu piérso podjehała! — krzyknęła Róża.
— Baj to! Prowda! — odcięła się Wikta.
— Ona! — krzyknęła Ulka także na Wiktę.
— E! Moze?! — broniła się Wikta. — Tyś na nim légała, nie jo!
Wodny Kuba słuchał i cudował się niemo; teraz nagle podniósł głowę, chwycił powietrze w usta, przysiadł na ziemi i zaczął się śmiać: Ha! ha! ha! — aż się rozległo po ciemnej dolinie koło stawu.
— Ha! ha! ha! — śmiał się Wodny Kuba. — Kizby sie i dyaboł nazdał! Ha! ha! ha! Toście go ozedrzeć pomiędzy sie fciały! Rany boskie! Pukne! Ratujcie mie świeńci Janiołowie!... Pukne od śmiéhu!... Ha! ha ha! Jaze mie kolki prejom!... Na mój sto prawdu! Kizby sie i dyaboł nazdał, aj nazdał?! Ha! ha! ha!... Ha! ha! ha!...