Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/076

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pomilczał Kuba trochę.
— Zol by wom béło tej hałupy — mówi.
— Abo co?
— Jakby my sie ś niej ka wynieśli?
— Ka?
— Ze ka we świat.
— Ka?
— Na hléb.
— Ze kazby to?
Pomilczał znowu Kuba chwilkę.
— Dziéwki! — mówi po chwili.
— Co?
— Zabiercie ze skrzynie, co ta jest i ka ta co. Jakie smacisko, abo płótno. Zróbcie węzełki.
— Pódziemé ka?
— Pudziemé.
Pozbierały, co było.
— Tatusiu! — mówi Wikta — Weznem ten obrozocek po mamie niebozycce.