Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


A potem się Jędrzej zabrał ku Miedzianemu, na Śpiglasowe Pérci.
Zestraszył kozy. Rad widział Jędrzej kozy, ale go to mierziało, że się go bały.
— Dyabłaście wy zjadły kany dziś! — mówi im — Dy wom nic złego nie robiem, cegoz mi się boicie?
Zasmuciło mu się serce, że się go te kozy boją, na jego gazdowstwie. Tak, jako zające w kapuście! — pociesza się.
A nad Stawami wyszedł dzień i przezłociły się ciemne turnie Murów Liptowskich.
Jasność zalała dolinę, rozwidniło się wokrąg, co jaze cud radość!
— Hej! grajom téz wody do słonka! Ciepło im, ciesom się — myśli Jędrzej.
Cud! radość!
Obrócił się na pérci plecami ku Miedzianemu, ku śniegom, i patrzy: woda gra, mieni się, telo na niej farby, jako w tęcy, a wiatr leci doliną, rozpiął skrzydła, topi śniegi, aż się zażółciły po pod Krzyżne. Gdzie już pierwej stajały, trawa rośnie, zieleni się, młodziutka, wiosenna, a potoki się z niej sączą na dół strugami, jak pręgi szklanne. Jakisi idzie młody dech dolinom, jaze duch w cłowieku rośnie!
Takie to było prześlicne Jędrzejowe gazdowstwo...

∗             ∗