Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/074

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Po jabta — mówi dziecko.
— A rod mie widzis?
— Rod.
— A ten dziéwcynę lubis? — pyta się go wójt pokazując palcem na Marynę.
A chłopczyk powiada: Nie lubiem.
— Nie lubis mię? — pyta się Maryna.
— Nie lubiem.
— Ani troskę? Ani troseckę?
— Nie lubiem.
— Ani telecko? — i pokazuje mu koniuszek palca i uśmiecha się, a tak ślicznym, tak pieszczotliwym głosem mówi, że się zdawało Jaśkowi, że się fuksye na oknie pochyliły ku niej kwiatkami i słuchają.
— Ani telecko?
A chłopczyk myśli i powiada: Telecto.
Zaś Marynine oczy świeciły się, jak ciche gwiazdy pozachodnie.
I Jasiek Muzyka został przy wójtowych koniach.
I było raz tak, że młynarczyk zachorował i Jasiek go zastąpił; zepsuło się coś przy kole — naprawiają z Maryną. Czuje Jasiek na plecach swoich jej piersi wyniosłe, czuje jej oddech gorący na karku, czuje ją całą schyloną nad sobą. Myśli sobie: Nie wytrwom, niek co kce będzie! Obyrtnem sie, hy-